Autosugestia dla każdego z nas (część 2)

Większość osób podchodzi sceptycznie do autosugestii. Kojarzy […]

Większość osób podchodzi sceptycznie do autosugestii. Kojarzy om się ona z sektami, szalbierstwami New Age, literaturą motywacyjną i technicznym podejściem do samodoskonalenia, a bywa, że i sztuczkami iluzjonistów.

Oczywiście, sugestia bywa stosowana, nieraz z pewnym powodzeniem, przez guru New Age, trenerów motywacyjnych, sztukmistrzów, fałszywych proroków, psychopatycznych znachorów… Brakuje przy tym jednak przedrostka „auto”. To nie autosugestia, to tylko sugestia, czyli nakłanianie innych osób, aby bezkrytycznie i nieraz bezmyślnie postępowały w myśl zaleceń z zewnątrz.

Nierzadko też podejście sceptyczne wobec autosugestii jest spowodowane materialistycznym zabobonem – uznaniem, że człowiek jest jedynie żywą maszyną, a psychika ludzka jest jedynie produktem przejawem procesów natury fizyczno-chemicznej. Takie właśnie podejście materialistyczne, typowe dla XX wieku, było i jest przyczyną fali rewolucji, wojen, różnorodnych konfliktów, przemocy, morderstw, samobójstw…

Wszelkie wyobrażenia powstałe w mózgu, są przejawem rzeczywistej siły – siły psychicznej. Jest ona czynnikiem mającym wpływ zarówno na aspekt duchowy, jak i na fizyczny (cielesny) człowieka. Dlatego też autosugestia po prostu działa – i to wymiarze psyche i soma. Z pomocą autosugestii można zarówno zmienić postawę, czyli negatywne podejście do życia zamienić na pozytywne, tj, opanować życie.

Autosugestia jest pomocna również w leczeniu chorób, ich objawów i skutków – psychicznych, jak i częściowo somatycznych. Wiemy przecież, że praktycznie w każdej chorobie mamy do czynienia – w różnej proporcji – ze składową psychiczną, jak i fizyczną. Nierzadko, dzięki autosugestii, jest możliwe całkowite wyleczenie z choroby, a przynajmniej usunięcie jej najgorszych przejawów.

Autosugestia najczęściej bywa stosowana nieświadomie, na ogół negatywnie. Pewna kobieta powtarzała sobie: Nigdy w życiu nic nie będę miała i umiała. Przez takie podejście do życia w dużej mierze zmarnowała je. Kiepska edukacja, zły wybór męża (alkoholik i złodziej-włamywacz), pobicie przez niego jej w czasie ciąży i poronienie oraz wskutek tego bezpłodność, nadużywanie alkoholu, utrata mieszkania z powodu zadłużenia, bezdomność i włóczęgostwo, a nawet więzienie. Na szczęście gdzieś w okolicach pięćdziesiątki zreflektowała się i przestała „mantrować”: Nigdy w życiu… Nie było jej łatwo powrócić do „normalności”, żyje obecnie w bardzo skromnych warunkach, ma dalece niezadowalającą pracę, ale, jak mówi, powtarza sobie: Jestem szczęśliwa, choć dopiero na początku drogi życiowej. I rzeczywiście, idzie jej w życiu coraz lepiej. Wyzwoliła się spod wpływu negatywnej formuły autosugestywnej typu Nigdy w życiu. Stosuje, raczej nieświadomie, formułę pozytywną: Jestem szczęśliwa.

J. Bińkowski