Zioła uspokajające, rozluźniające, przeciwlękowe, antydepresyjne lub stymulujące o działaniu psychoaktywnym

kannaPóki co jest ich bardzo wiele. Od tych uspokajających ( Waleriana, Skullcap ), poprzez relaksujące (Kanna, Wild Dagga ), a kończąc na stymulantach ( Ephedra Sinica, Yerba Mate) i psychodelikach (Salvia Divinorum, Powoje), przeciwlękowe (Ashwagandha) oraz antydepresyjne (Różeniec Górski).

Zastanówmy się może najpierw – skąd wiemy o takim działaniu tych ziół? Oczywiście z doświadczeń. Ktoś musiał najpierw żuć, zjeść czy spalić zioło by sprawdzić jak działa. Tak działo się kiedyś, obecnie jest to znacznie mniej romantyczne, a bardziej komercyjne. Wielkie firmy farmaceutyczne zatrudniają masę laborantów, którzy szukają nowych substancji psychoaktywnych w roślinach.

Istnieje jednak masa pasjonatów i hobbystów etnobotanicznych, którzy na własną rękę przecierają szlaki. Opiszę kilka ciekawych roślin psychoaktywnych :

Skullcap po łacinie Scutellaria Lateriflora ma działanie przede wszystkim uspokajające i rozluźniające. Przydaje się w leczeniu depresji czy zbytniej drażliwości. Skullcap często jest palony, gdyż to podobno zapewnia silniejsze odczucia. Według mnie jest to wynikiem chwilowego niedotlenienia mózgu (podobnie jak przy zapaleniu papierosa po długiej abstynencji).

Waleriana po łacinie Valeriana officinalis. Bardzo popularne są z niego krople uspokajające, które niestety brzydko pachną. Podobno dzięki działaniu uspokajającym polepsza jakość snów i zdolność ich zapamiętywania. Działa bardzo subtelnie powoli wyciszając pacjenta, ale nie męcząc go. Rozluźnia ciało, a w głowie coraz częściej pojawia się myśl: „Chce mi się spać”. Polecane przy bezsenności!

Kanna susz z tej rośliny działa bardzo relaksująco. Lekko uspokaja, ale przede wszystkim „polepsza” odczucia zmysłowe. Muzyka brzmi niesamowicie.  Można przyjmować doustnie lub donosowo oraz palić. Najlepiej działa tym drugim sposobem. Dawki nie są zbyt wysokie (do 0.5g), ale też nie tanie (1g – 4 zł). Niektórzy uważają, że może być substytutem marihuany. Bardzo możliwe, ale raczej marnym. Wielu ludzi jednak dzięki tej roślinie odkryło Etnobotanikę.

Wild Dagga - roślina, która dzięki nazwie stała się legendą (Dagga = marihuana), a kiedyś byłaetnobotanicznym przebojem. Tak na prawdę nie ma nic wspólnego z boskim zielem prócz minimalnie podobnego działania (znacznie słabszego). Przede wszystkim palona, ale wydaje się, że bardziej aktywna jest spożyta doustnie. Najsilniejsze są płatki liści, ale reszta również działa. Stosuje się ją w leczeniu astmy.

Ephedra Sinica - roślina znana osobom odchudzającym się farmakologicznie jak i „ogarniętym”etnobotanikom. Jest źródłem efedryny, która pomaga w spalaniu tkanki tłuszczowej. Poza tym pomaga osłabić apetyt oraz stymuluje – nie pozwalając zasnąć, a przy większych dawkach – usiedzieć w jednym miejscu. Ogólnie nie polecam, bo następna roślina jest znacznie ciekawsza.

Yerba Mate - legendarny już napój, który w Polsce robi zawrotną karierę. Mimo, że tylko nieco ponad 50% osób próbujących tego napoju decyduje się na drugi raz to Ci, którzy się przemogą- zakochują się.Etnobotanika jest dziedziną nauki, dzięki której wiemy, że ma działanie pobudzające, jednak bez poddenerwowania (jak przy kawie). Posiada bardzo wiele mikro i makroelementów niezbędnych dla zachowania zdrowej diety. Niektórzy uważają, że smakuje trochę jak pety.

Salvia Divinorum - najsilniejszy roślinny psychodelik znany człowiekowi. Boska Szałwia jest najpotężniejszą z opisywanych tutaj roślin. Potrafi zmienić psychikę człowieka już po jednej sesji, więc zaleca się ostrożność i konsultację z lekarzem przed tym pierwszym razem. Można ją palić lub żuć. W handlu dostępne są ekstrakty, susz oraz żywe rośliny. Jest łatwa w uprawie, więc nie trudno znaleźć ją na parapetach „ludzi w temacie”. Bardzo ważny okaz etnobotaniczny.

Powoje - święte rośliny zawierające w sobie substancję odpowiedzialną za psychodeliczne działanie. Tak na prawdę jednak przede wszystkim euforyzują i relaksują. Są również wyśmienitym afrodyzjakiemcenionym przez miliony ludzi na świecie, a szczególnie na Hawajach skąd się wywodzi to zastosowanie. Ze względów etnobotanicznych ciekawy, ale krążą opinie (według mnie bezpodstawne), że powoje są niebezpieczne.

Ashwagandha – jedno z najbardziej obiecujących zastosowań tego zioła to skuteczność w terapii chorób psychicznych. W jednym z badań podawano Ashwagandha 30 pacjentom cierpiącym na nerwicę lękową. Podawano 40 ml wyciągu dziennie w dwóch dawkach przez jeden miesiąc. Pod koniec miesiąca większość najbardziej przykrych objawów takich jak ataki lęku i fobie lękowe zniknęły. W badaniach amerykańskich psychiatrów Ashwagandha okazała się także użyteczna w terapii choroby maniakalno-depresyjnej, psychozy alkoholowej i schizofrenii. Dzienna dawka wynosiła do 4 kapsułek i prowadzona przez 45-60 dni terapia dawała dobre rezultaty. Zdolność uczenia się i poprawa pamięci następowały po terapii Ashwagandha (3 kapsułki). Chroni przed bezsennością. Ashwagandha zmniejsza stres odbudowując i równoważąc układ nerwowy organizmu. Sprzyja uczuciu relaksu i spokoju. To niesamowite zioło nie pobudza ani nie usypia, a daje głęboką regenerację całego ciała i umysłu, której nie daje żadne inne zioło. Ma pokaźne właściwości przeciwzapalne, w szczególności w leczeniu dolegliwości stawów i kości - wspomaga komfortowe ruchy stawów. Jest afrodyzjakiem. Ma działanie delikatnie poronne.

Różeniec Górski (Rhodiola Rosea) działa przeciwstresowo i antydepresyjnie, poprawia samopoczucie, likwiduje drażliwość, wzmacnia odporność organizmu, odmładza, zwiększa wydolność fizyczną…

Warto zaznaczyć, że opisywane tutaj rośliny używane były co najmniej przez setki lat w celach rytualnych czy leczniczych. Wiemy to dzięki etnobotanice, a ich działanie potwierdziła współczesna farmakologia. Właśnie ona często potwierdza to co nasze babki wiedziały dawno temu.