Eurowichura – skąd ją przywiało i co Polakom przyniesie?


Nie posądzam Donalda Tuska o brak dobrej woli, wbrew wszystkiemu nawet często doceniam ale zarzucam mu brak odwagi, zrozumienia rodaków wyrzucanych za burtę, zaprzepaszczanie dobrego czasu po ostatnich wyborach na wprowadzenie reform stymulujących rozwój gospodarczy Polski oraz roztrwonienie dorobku Lecha Kaczyńskiego w budowaniu sojuszu Europy Środkowo-Wschodniej. Autor: Cola Zinger Photofanka

Premier Donald Tusk z uwagi na brak odpowiedniej polityki w rejonie Europy Środkowo-Wschodniej coraz bardziej popada w żelazny uścisk Niemiec i Rosji. Jego decyzja o udzieleniu 6 mld euro pożyczki Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu jest swego rodzaju haraczem, który musimy zapłacić za wzgledny spokój i brak ataków na nasz kraj. Żyjemy w czasach globalnej wojny gospodarczej i powinniśmy mieć tego świadomość. Jeden niepokorny ruch Tuska może zaowocować obniżeniem ratingu naszego kraju tak, jak to się dzieje w przypadku Węgier. Panika, jaką miedzynarodowe instytucje mogą wywołać skutkowałaby np. nagłym wycofaniem się inwestorów zagranicznych, poważnym dołowaniem giełdy, atakami spekulacyjnymi na złotego, obniżeniem ratingów a nawet sankcjami podobnymi do tych, którymi dzisiaj straszy się Viktora Orbana. W ten sposób można doprowadzić do bankructwa całkiem dobrze prosperujący kraj, Polska pogrążona w długach niewątpliwie mogłaby lec w gruzach.

Mam nadzieję, że jedynie dlatego premier Donald Tusk popiera postanowienia kolejnego szczytu unijnego i wykłada kasę z rezwerw Narodowego Banku Polskiego bo żywi nadzieję, że to mu zapewni wzgledny spokój pomimo, iż w kraju jest coraz więcej biedy. Czy to dobre posunięcie? Niestety raczej nieuniknione. Jednak problem polega na tym, że Donald Tusk albo zdaje się mieć zupełnie niemądrą nadzieję, iż uda mu się dołączyć do decyzyjnego w Unii klubu Francji i Niemiec albo jego posunięcia są jedynie wynikiem usilnych starań o wpływowe stanowisko unijne dla siebie samego. Gdyby było inaczej to premier w moim przekonaniu szukałby jakiejś próby budowania sojuszu będącego swego rodzaju przeciwwagą na wypadek, gdyby postawiono Polskę kolejny raz w sytuacji nowych roszczeń, na które nas po prostu nie stać.

Obejmując władzę premier kompletnie zaprzepaścił osiągniecia Lecha Kaczyńskiego w budowaniu relacji w Europie Środkowo- Wschodniej a także w budowaniu korzystnej współpracy ze Stanami Zjednoczonymi. Źródłem panującej Eurowichury jest w moim przekonaniu właśnie USA a właściwie tamtejsze instytucje finansowe, które potrząsają Unia jak galaretką. Utrzymywanie dobrych relacji z USA mogłoby pomóc nam wypracować silniejszą pozycje w Unii a nawet dać prawo do stawiania żądań jeśli towarzyszyłby temu silny sojusz w Europie Środkowo-Wschodniej. Tym, którzy mają co do tego wątpliwości przypominam misje pięciu prezydentów na czele z Lechem Kaczyńskim w Gruzji pod niewątpliwym patronatem USA zakończoną sukcesem. Tym, którzy nie pamiętają przypominam, że Rosję ostatecznie zmuszono gospodarczo do dogadania się z Gruzją stawiając jako kartę przetargową WTO, a to tylko potwierdza słuszną decyzje ówczesnego prezydenta Polski w tamtym okresie.

Donald Tusk obejmując władzę miał niezwykłą okazję nie popełnienia błędów Lecha Kaczyńskiego w relacjach z Niemcami i Rosją i wyraźnie czynił w tym kierunku starania, jednak niesłusznie położył na szali relacje w Europie Środkowo-Wschodniej. Być może na przeszkodzie stanął chłodny pragmatyzm premiera, który woli kłaniać się grzecznie w pas Putinowi i Merkel bez wysuwania jakichkolwiek żądań. Na pierwszy rzut oka jest to zachowanie bardzo racjonalne ale też i dla krajów takich jak Niemcy czy Rosja zbyt przewidywalne. Wszyscy dobrze wiemy, że przywódca, którego przyszłe posunięcia jesteśmy w stanie bez trudu określić nie jest żadnym liczącym się przeciwnikiem. Premierowi Tuskowi, niewątpliwie bardzo inteligentnemu człowiekowi, wyraźnie brakuje słowiańskiej natury, emocjonalnej i odważnej, którą mógłby zaskakiwać i Wschód i Zachód, a napewno pomogłaby mu zrozumieć, jakie mechanizmy decydują o bliskim zaciesnianiu relacji miedzy państwami w naszym regionie Europy. Czas po przyjęciu Euro, kryzys i dotkliwe tego konsekwencje w krajach takich, jak Słowacja, Czechy, Łotwa, Litwa był znakomitym momentem aby współpracę w tym regionie zacieśnić jeszcze bardziej. Nie można mieć wątpliwości, że do tego klubu przystąpiłyby również Węgry a nawet niektóre kraje Skandynawskie.

Czy zatem Donald Tusk ma złe intencje? Myslę, że nie. Przypuszczam raczej, że premier nie potrafi jednocześnie kłaniać się i wysuwać uzasadnionych roszczeń. Być może tą uległą polityka uda mu się przenieść na bardziej wpływowe stanowisko w Unii, które dawałoby z całą pewnością duże pole do popisu i szansę na podejmowanie korzystniejszych dla Polski decyzji. Ale czy możemy mieć nadzieję, że kiedy Donald Tusk je osiągnie to będzie miał wtedy władzę a przede wszystkim odwagę by wyprowadzić nasz kraj z opresji jeśli do tej pory się wszystkim wielkim kłaniał zarówno wtedy kiedy musiał jak i również wtedy, kiedy nawet nie wypadało?

Aby zrozumieć problem głębiej należy zastanowić się czym w obliczu światowego sztucznie wywołanego kryzysu jest Euro. Otóż jest przede wszystkim miedzynarodową walutą konkurencyjną dla dolara. Amerykański pieniądz był w ostatnim czasie wypierany przez Euro zarówno pod wzgledem liczby transakcji w handlu miedzynarodowym jak też i w udziale rezerw banków poszczególnych krajów. To powodowało spadek popytu na dolara. Euro jest również walutą podtrzymującą wysoką (drugą) w skali świata tuż za Chinami pozycję Niemiec w eksporcie.

A zatem nikogo nie powinna dziwić swego rodzaju wojna na ratingi. Jeszcze nie tak dawno amerykańskie agencje ratingowe wieszczyły rychły koniec euro, wcześniej europejskie wyrocznie przepowiadały koniec dolara. Posunięcia tego typu skutecznie wyznaczają decyzje inwestycyjne wielu ludzi i instytucji na świecie.  To dlatego największy sojusznik USA w Europie czyli Wielka Brytania wyłamał się z planów ratowania Euro. Dziś gospodarka USA podnosi sie z kryzysu, który sami wywołali a europejska wręcz przeciwnie walczy z kolejną recesją, którą dała sobie narzucić, dzieląc Europe na bogaty północny-zachód i biedny południowy-wschód.

Podstawowym problemem potęgującym coraz powszechniejszy Euroautyzm i podział Europy jest brak równych i demokratycznych wpływów poszczególnych krajów na politykę nowopowstałego mocarstwa z niekwestionowanym i szalenie egoistycznym przywództwem Francji i Niemiec. Przywódcy krajów zamiast wprowadzać reformy korzystne dla rozwoju gospodarczego swoich państw dały sobie zarzucić przez Brukselę na szyję coraz bardziej zaciskaną pętlę.

Uległa polityka Donalda Tuska zmusza nasz kraj do drastycznych i tylko w niektórych wypadkach uzasadnionych cięć budżetowych. Jednak nie wszyskie oszczędności uda się wdrożyć, gdyż premier obawia sie utraty wpływów i ochrony służb mundurowych na wypadek protestów oraz stara sie uniknąć ewentualnych strajków związków zawodowych, które mogłyby doprowadzić do wybuchu zamieszek poważnie zagrażających jego pozycji. Wyraźnie widać, że w dalszym ciągu nie ma on odwagi narazić się tym, którzy są beneficjentami największych dochodów w naszym kraju z uwagi na wpływowość tych grup. Dlatego sięga on do kieszeni tych, których reakcji najmniej się obawia czyli małych i średnich przedsiębiorców, rodzin, ludzi chorych oraz beneficjentów pomocy społecznej. Tu należy pochwalić zaplanowany na ten rok kwotowy sposób waloryzacji rent i emerytur, który ze wzgledu na ewentualna niekonstytucyjność nie będzie niestety mógł być kontynuowany w latach przyszłych. Donald Tusk z dużą dozą ostrożności będzie szukał oszczędności wśród grup społecznych, mogących narazić go na utratę władzy. Z tych samych powodów trudno liczyć na wprowadzenie reform umożliwiających Polsce wyjście z obecnego kryzysu. Można zatem się spodziewać, że bieda w naszym kraju zataczać będzie coraz szersze kręgi powodując jeszcze większe rozwarstwienie społeczne.

Czy zatem warto słuchać próśb premiera aby nie ulegać panice? Mimo wszystko warto bo dzieki temu przynajmniej nie padnie jedyna rzecz, która trzyma nasz kraj przy życiu, a mianowicie przedsiębiorczość a przede wszystkim konsumpcja.

W jaki sposób możemy „zachęcić” premiera do reform umożliwiających wzrost gospodarczy kraju niezbędny by wyjść z kryzysu? Zacznijmy w końcu domagać sie reform. Głośno i bez strachu. Bez uprzedzeń politycznych, emocji i nade wszystko merytorycznie. Bez podziału na tych z prawej czy lewej strony bo wszyscy w gruncie rzeczy pragniemy tego samego…