Czy na świecie jest demokracja?

fot. Kapalion/Wikipedia

Demokracja to z definicji władza większości. Dlaczego zatem rządzi mniejszość? Dlaczego wybory, w których udział bierze mniej niż 50 proc. uważa się za demokratyczne a partiom, które nie przekroczą progu wyborczego 5 proc. nie wolno wejść do sejmu natomiast tym, które w wyborach nie zdobędą 3 proc. zamyka się możliwość finansowania z budżetu? Autor: Cola Zinger

Postarajmy się odpowiedzieć na pytanie tytuowe na przykładzie ostatnich wyborów w Polsce? Według danych PKW ze 100 proc. komisji wyborczych historyczne zwycięstwo w wyborach odniosła PO zyskując 39,18 proc. głosów. Na drugim miejscu było PiS, na które swój głos oddało 29,89 proc. Polaków. Do Sejmu wejdą jeszcze Ruch Palikota (10,02 proc.), PSL (8,36 proc.) i SLD (8,24 proc.). Do urn poszło prawie 48,92 proc. uprawnionych do głosowania.

Przegranymi okazali się: PJN – uzyskując 2,19 proc. głosów; Nowa Prawica1,06 proc., PPP-Sierpień 80 – 0,55 proc.; Mniejszość Niemiecka0,21 proc.; KW Prawica – 0,25 proc.; Nasz Dom PolskaSamoobrona Andrzeja Leppera0,07 procent.

Niestety wynik każdej partii jest procentem od liczby osób, które wzięły udział w głosowaniu a nie od ogółu obywateli uprawnionych do głosowania. Dlatego też wynik PO to w rzeczywistośći tylko ok. 20 proc. Polaków uprawnionych do głosowania, wynik PIS to niespełna ok. 15 proc, RPP – ok. 5 proc., PSL i SLD ok. 4 proc.

Z powyższych wyliczeń dobrze widać, że nawet jeśli powstanie koalicja to będzie ona nadal władzą mniejszości. A zatem czytająć definicję demokracji mamy prawo dojść do wniosku, że żyjemy w niedemokratycznym kraju.  Jeśli do tego przyjmiemy nierówny dostęp partii, zwłaszcza tych małych do mediów i sposób ich finansowania to śmiało nasuwa się stwierdzenie, że scena polityczna jest zabetonowana i bez pieniędzy i poparcia w mediach nawet dobry PR nie wiele pomoże.

O demokracji możemy zacząć mówić dopiero wtedy, jeśli  75 proc. uprawnionych do głosowania będzie miało swoich reprezentantów w sejmie a progi wyborcze zostaną zniesione natomiast koalicja rządząca będzie cieszyła się poparciem 50 proc. uprawnionych do głosowania a wszystkie partie będą miały równy dostęp do partii i wyznaczymy takie reguły gry, gdzie stronniczość dziennikarzy nie będzie miała wpływu na przebieg debat przedwyborczych społeczeństwo będzie świadome prawdziwych dokonań ludzi, którym powierza swój los a nie kupowane pustymi obietnicami polityków.

Biorąc pod uwagę ostatnie wybory w Polsce śmiało możemy domniemywać, że 50 proc. uprawnionych do głosowania Rodaków dało nam komunikat: „Nie mamy na kogo głosować”, a zatem połowa obywateli nie ma swoich reprezentantów w sejmie.  To nie jest jedynie problem polskiej sceny politycznej ani też wina obecnej władzy. Taki system fasadowej demokracji wypracowaliśmy przez lata transformacji.