Czy można przesunąć wiek emerytalny do śmierci?

Przesuwanie wieku emerytalnego nie przyniesie rezultatu bez kosztownych nakładów na polepszenie warunków zdrowotnych społeczeństwa – niemożliwe bez zdynamizowania wzrostu gospodarczego którego stare społeczeństwo nie jest w stanie wygenerować. Autor: Cezary Mech.

Jak wynika z raportu Komisji Europejskiej zaprezentowanego na rozpoczętej w stolicy konferencji „Różnice w zdrowiu w populacji Polski” mężczyźni w wieku produkcyjnym ciągle umierają przedwcześnie i Polska przoduje pod tym względem w UE. Jesteśmy jednymi z niechlubnych liderów państw europejskich, które tracą najwięcej mężczyznw wieku produkcyjnym jakwskazują dane zawarte w raporcie z sierpnia tego roku. Przy czym o ile zgony w grupie wiekowej 15-64 lata stanowią w Polsce aż 40 proc. wszystkich zgonów mężczyzn to w Szwecji ponad dwukrotnie mniej 18 proc.z wiadomym efektem dla procesów gospodarczo-społecznych. Cytowany raport jest o tyle reprezentatywny gdyż powstał po przeanalizowaniu stanu zdrowia 290 mln mężczyzn z 34 krajów europejskich. 27 krajów Unii Europejskiej, 3 krajów kandydujących (Chorwacji, Turcji i Macedonii) oraz czterech krajów spoza UE należących do układu z Schengen (Islandii, Norwegii, Liechtensteinu i Szwajcarii). Bezpośrednio z niego również wynika, że o ile średnia życia panów w Europie jest o ponad 6 lat krótsza niż w przypadku kobiet, to Polsce różnice ta wynosi ok. 9 lat, i jest spowodowana tym, że żyją w gorszej sytuacji materialnej i częściej stają się bezdomni. Jak zauważył współautor raportu prof. Witold Zatoński, w Holandii różnica między średnią życia kobiet i mężczyzn wynosi ok. 1,5 roku i oznacza to, że bardzo ważną rolę odgrywają tu nie czynniki genetyczne, ale środowiskowe. Właśnieróżnice między poszczególnymi krajami w zakresie stanu zdrowia mieszkańców oraz przedwczesnej umieralności stanowią „największe wyzwanie dla Europy”.

Koresponduje z tymi wnioskami inna konferencja pt. „Polska i Niemcy – dwa podejścia do reformy systemu emerytalnego” która odbyła się dawniej na Uniwersytecie Warszawskim, a która uwzględniała wpływ czynników zdrowotnych na procesy gospodarcze. Na niej jeden z prelegentów trafnie zauważył, że w ciągu ostatnich 20 lat zarówno w Polsce, jak i w Niemczech wystąpiły częste zmiany przepisów, i brak stabilności systemowej w segmencie świadczeń emerytalnych, a my możemy dopowiedzieć że również uprawnień zdrowotnych. Można przyjąć, że starzenie się społeczeństwa i związany z tym fakt, że coraz występuje coraz więcej świadczeniobiorców, a coraz mniej tych, którzy powiększają pulę podatkową świadczeń będzie nadal powodowało ustawiczny nacisk na dalsze zmiany przepisów i ograniczanie świadczeń w przyszłości. Bardzo charakterystyczne było stwierdzenie prezentacji niemieckiej o tym, że wszystkie zmiany miały ten sam ograniczający świadczenia kierunek. Dalszy proces starzenia się społeczeństwa w efekcie będzie powodował dalsze zmiany ograniczające wysokość świadczeń i podwyższające wysokość podatków. Inne zmiany, które będą miały olbrzymi wpływ na gospodarkę będą polegały na ograniczeniu innowacyjności, narastaniu kosztów emerytalnych, kosztów służby zdrowia, skokowych podwyżkach podatków i świadczeń, w efekcie wypychając pracowników do tych instytucji, które są ustabilizowane i dają wyższe możliwości zarobkowe. W przypadku jednoczącej się Europy będzie oznaczało wysysanie młodych polskich pracowników.

Słabością Polski jest brak nowych miejsc pracy dla młodego pokolenia, przy silnym nacisku na zwiększenie wydajności pracowników w istniejących instytucjach, przy utrzymaniu dotychczasowego poziomu produkcji. Nie jest też jasne, dlaczego pracodawcy w przyszłości mieliby inwestować w starszych ludzi w sytuacji, kiedy mogą zatrudnić młodych. Występuje trudność zrozumienia, jaki mechanizmy musiałyby być wypracowany, aby nastąpiło zainteresowanie pracą o niższej produktywności w sytuacji wysokiego bezrobocia, gdy praca ludzi starszych musiałaby być nisko płatna i wiązałaby się z wyższymi kosztami ochrony zdrowia jak i wyższą absencją.

Dlatego też można potwierdzić, że niechętnie podejmowane w kampanii wyborczejpropozycje zmian systemowych są polityką przystosowania się do ruchów ograniczających świadczenia, przesuwania ich w czasie, jak i podwyższania wszelkiego typu opłat. Nie odpowiadają jednak na pytanie zasadnicze: w jaki sposób sprawić, aby pracownicy chcieli pracować w Polsce, a nie wybierali pracodawców zagranicznych, którzy coraz silniej potrzebują pracowników. W przypadku Polski brak znalezienia adekwatnego antidotum musi oznaczać stałe problemy finansów publicznych i masową emigrację Polaków do naszego zachodniego sąsiada. Zwłaszcza, że Niemcy też są społeczeństwem starzejącym się. Nie mają oni młodszego pokolenia, boomu, który był związany z pokoleniem solidarnościowym w Polsce. Jednak ich działania w aspekcie polityki prorodzinnej powodują, że mimo braku młodszego pokolenia mają stopię zastąpienia wyższą niż w Polsce. W ciągu 15 lat ilość pracowników spadnie u nich o 3 mln 700, a aż 70 proc. tamtejszych pracodawców narzeka na trudność ze znalezieniem pracowników. W przypadku występowania dużych dysproporcji płacowych między Niemcami a Polską, a także podatkowych obciążeń młodego pokolenia i braku efektywności polskiego przemysłu oznacza, że przy jednoczesnym ograniczeniu imigracji z krajów muzułmańskich, dojdzie do dużego zapotrzebowania na młodych, polskich pracowników. Już teraz występuje zapotrzebowanie na ok. 100 tys. pracowników w sektorze socjalnym, który zajmuje się opieką nad starym pokoleniem niemieckim.

Odpowiedzią na zaistniałą sytuację nie powinna być polityka dekadencji, dostosowania się do coraz gorszych warunków, ale konieczność przejęcia inicjatywy i poniesienia dodatkowych nakładów na powstanie infrastruktury wzrostu w Polsce. Działań rozwijających instytucje gospodarcze w Polsce i kreujących miejsca pracy o wysokiej wartości dodanej, po to, żeby sami pracodawcy byli zainteresowani wzrostem zatrudnienia. Powinna wystąpić również czytelna relacja między polityką prorodzinną a sytuacją finansów publicznych, jak i dzietności rodzin z ich lepsza, a nie gorszą sytuacją materialną. Pod pewnym względem pokazanie, że niższe zatrudnienie w Polsce jest w znacznym stopniu wywołane problemami istniejącymi po stronie pracodawców, braku mechanizmu kreowania miejsc pracy, oraz gorszych warunków zdrowotnych polskiego społeczeństwa, którego kondycja może się jeszcze pogorszyć w ślad za trudnościami zbilansowania finansów publicznych jest korzystne. Gdyż uzmysławia że polityka zmian mających na celu jedynie przesuwanie wieku emerytalnego nie przyniesie rezultatów bez kosztownych nakładów na polepszenie warunków zdrowotnych społeczeństwa. A takie działanie jest niemożliwe bez zdynamizowania wzrostu gospodarczego którego stare społeczeństwo nie jest w stanie wygenerować.

Starzenie się społeczeństwa, pogorszenie warunków bytowych w sytuacji kryzysu finansów publicznych, który ten proces spowoduje może przynieść negatywne owoce bardzo szybko. Takie jak efekt pogorszenia warunków bytowych na terenach byłego ZSRR, gdzie pod koniec lat 80. przeciętna długość życia mężczyzn w Polsce i Rosji była bardzo zbliżona, a w 2003 roku różnica wynosiła już ponad 11 lat na niekorzyść Rosji.Porównanie działań w krajach UE uzmysłowia wszystkim, że nawet w bogatych Niemczech starzenie się społeczeństwa oznaczało, że od 1992 r. wszystkie zmiany charakteryzowały się z jednej strony ograniczeniem uprawnień emerytalnych, ale z drugiej polepszaniem świadczeń rodzinnych. Polska będzie przeżywała wielorakie problemy jeśli jej modyfikacje będą jednokierunkowo nastawione na ograniczanie świadczeń i będą nadal ignorowały aktualne potrzeby rodzin wielodzietnych mimo, że są one „źródłem” wysokości przyszłych dochodów podatkowych w tym tych przeznaczonych na funkcjonowanie służby zdrowia.

 Dr Cezary Mech jest byłym zastępcą szefa Kancelarii Sejmu, prezesem UNFE, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów i autorem programu gospodarczego PiS z 2005 roku