Koniec i początek nowego kwartału

fot. zbiory własne

W III kwartale bieżącego roku indeks S&P500 zaliczył spadek nieco o ponad 15 procent. Główny indeks koniunktury, czyli DJIA niewiele mniej. Polskie indeksy giełdowe również nie zaliczą do udanych zakończonego kwartału. Autor: Andrzej Filipek.

Nawet nie zdążyliśmy się obejrzeć, a rynki kapitałowe zakończyły trzeci kwartał i rozpoczynają ostatni kwartał w bieżącym roku. Pozostaje mieć nadzieję, że notowania będą łaskawsze dla inwestorów.

W III kwartale bieżącego roku indeks S&P500 zaliczył spadek nieco o ponad 15 procent. Główny indeks koniunktury, czyli DJIA niewiele mniej. Polskie indeksy giełdowe również nie zaliczą do udanych zakończonego kwartału. WIG20 zanotował spadek o prawie 22 procent. To bardzo słaby wynik. Jeśli dodamy do tego spadek kursu złotego względem głównych walut o około 18,5 procent, to osiągnięta ujemna stopa zwrotu musi dawać wiele do myślenia. I nie jest to pozytywne myślenie.

Przecież nie można tak słabego wyniku tłumaczyć kampanią wyborczą. Śmiem twierdzić, że inwestorzy odwrócili się plecami do polskiego rynku. Nie widać na nim ani tzw. akcjonariatu obywatelskiego, ani dynamicznych inwestorów zagranicznych. Ci pierwsi to raczej grupa stadna, która swoje środki angażuje dopiero wtedy, kiedy jedna z gazet codziennych zaczyna uprawiać kryptoreklamę pod kątem jakiejś oferty publicznej. Wtedy widać zaangażowanie kapitału, ale jedynie po to, aby zakupić akcje w ofercie publicznej i sprzedać na pierwszych trzech sesjach. Jeśli chodzi o dynamiczny kapitał zagraniczny, to brak jego obecności widać szczególnie na sesjach, gdy złoty traci na wartości. Jeśli jego kurs względem głównych walut spada, to ceny akcji powinny rosnąć pod napływem kapitału zagranicznego. Jednak w poprzednim kwartale bardzo często bywało tak, że kurs złotego spadał i ceny spadały. Gdy kurs złotego rósł, to cenyakcji rosły. Według mnie świadczy to o tym, że na rynku królował kapitał krajowy. I jeśli dwie lub trzy sesje z rzędu przynosiły wzrosty, to dochodziło do korekty. W efekcie notowania indeksów znajdowały się na coraz niższych poziomach, aż w końcu w całym kwartale stopy zwrotu były na ujemnym poziomie.

Czy najbliższy kwartał przyniesie poprawę? Niewiadomo. Prawdopodobnie nowe wybory parlamentarne przyniosą zmianę rządu. Zanim inwestorzy znajdą powody do poprawiania cen, to upłynie tyle czasu, że może go zabraknąć, bo nadejdzie koniec roku. I oczywiście, że na koniec roku dojdzie do poprawy nastrojów, bo zarządzający funduszami będą chcieli pokazać klientom, że należą im się pochwały i gratulacje za osiągnięte wyniki. Tylko co z tego, jeśli ceny są na niższych poziomach. Inflację udało się jak na razie opanować a złotówka pokazuje siłę tylko wtedy, kiedy większość o niej zapomina. I wtedy o sobie przypomina Narodowy Bank Polski. Kiedy złoty dostawał łomot od franka szwajcarskiego, to wtedy o interwencjach NBP można było pomarzyć. Teraz, kiedy na rynku jest spokojnie to i „specjaliści” z NBP dają znać o sobie. Po co? Chyba tylko aby pokazać, że istnieją, bo wtedy kiedy potrzebne były interwencje to wtedy „Świętokrzyska” milczała. Według komentatorów PAP rynek walutowy jest świadomy możliwości wejścia na rynek NBP i BGK, które mogą powstrzymywać deprecjację złotego. Według dilerów, na których powoływano się w piątkowym komentarzu dla PAP kurs EUR/PLN w najbliższym czasie może utrzymywać się w przedziale 4,36-4,50. Zdaniem dilerów obligacji rentowności 10-letnich papierów mogą wzrosnąć o 20 p.b. w ciągu tygodnia, z powodu możliwego osłabienia złotego do 4,50, niepewnej sytuacji przed wyborami i problemów Grecji.

Czym może przyciągnąć warszawski parkiet akcji? Na przełomie III i IV kwartału nie widzę żadnych rewelacji. Nawet pomimo tego, że wśród spółek wchodzących w skład WIG20 w mniejszości są akcje z defensywnym wskaźnikiem Beta, czyli takim, który wynosi poniżej jedności. Aby indeksy wyszły z dołka, w jakim się znalazły potrzebne są impulsy. W tym kwartale ciężko będzie je znaleźć. Bo jeśli nawet przyjąć optymistyczne założenie, że WIG20 pokona od dołu średnią arytmetyczną z 20 notowań, co odczytane może być jako sygnał kupna, to zbyt blisko jest kolejne ograniczenie wzrostów. Otóż górne ograniczenie wstęgą Bollingera znajduje się na poziomie 2300 punktów i doprawdy trudno sobie wyobrazić, że w ostatnim kwartale wspomniany poziom z oporu zamieni się w poziom wsparcia. Gdyby jeszcze na polskim rynku dostępne były dywidendy kwartalne czy miesięczne. Czegoś podobnego na polskim rynku nie ma.

Na nowojorskiej giełdzie akcji pod tym względem inwestorzy mogą poczuć się jak w raju. Mają tyle możliwości wyboru, że marnowanie czasu na analizowanie cen złota czy ropy naftowej mija się z celem. Proszę sobie wyobrazić, że 5 akcji, które opisywałem na przełomie II i III kwartału usadowione w portfelu inwestycyjnym przyniosło około 13,5 procent dodatniej stopy zwrotu. Dzięki temu osiągniętą nadwyżkę finansową można reinwestować w kolejne spółki dywidendowe. Ponieważ rynki kapitałowe nadal są w objęciach kryzysu, to wskazane jest dobieranie akcji z defensywnym wskaźnikiem Beta. Z drugiej strony lepiej jest dobrać do dywidend kwartalnych akcje, których emitenci wypłacają dywidendę miesięczną. W takim przypadku zwiększona jest płynność portfela, a i wpływ ryzyka walutowego zostaje zmniejszony poprzez zwiększoną częstotliwość spływu dywidend. I dlatego za osiągnięty przyrost na portfelu można otworzyć pozycję, gdzie div yield wynosi 12,2 procent, a wskaźnik Beta wynosi 0,33, czyli wskazuje na defensywny charakter akcji. I tak trzy razy do końca roku z tej pozycji spłyną dywidendy. Z pozostałych 5 dywidend inwestor otrzyma po jednej dywidendzie. I dopiero na koniec roku okaże się, że fajnie jest zajmować pozycje przy danym kursie walutowym a dywidendę otrzymać przy lepszym kursie walutowym. Niedobrze, gdy jest odwrotnie, ale o tym będzie można się przekonać na koniec 2011 roku.

Autor: Andrzej Filipek ( www.gb.pl )